czwartek, 29 lipca 2010

open fire, on my knees desires, what I need from you? for as long as you're here, we are not.. but I need u now somehow, I love you to the bones.

ona jest tu znowu. delikatnie mości się w moim umyśle gotowa znów zabić. wczoraj przypadkiem przegięłam z psychotropami, chciałam po prostu przespać depresję, zwalczyć bezsenność. osłabiony, wygłodzony organizm napojony alkoholem wzniósł rebelię. padłam na łóżko i nie mogłam się dobudzić, przelatując matce przez ręce zapadłam w dwunastogodzinny sen.. który mógł trwać wieczność.

przeciwlękowe, różowe pigułki na uśmiech pozwalają zachować mi spokój. piszę te słowa i trzęsą mi się dłonie. dziś ważę 53 kilogramy. czerpię ciepło z hektolitrów zielonej herbaty.. jednak czuję strach. tak podły i wszechogarniający.

nigdy nie chciałam się odchudzać, zawsze chciałam się zabić, zabić kobietę w sobie. mam kości na wierzchu i serce noszę na dłoniach, lecz nikt nie weźmie mnie za rękę i nie zaprowadzi do psychiatry. alkoholiczka ignoruje moje prośby, a ja nie mam skąd wziąć pieniędzy.

dziś zjadłam kompletne nic. nic, jeżeli nie liczyć kilku kiszonych ogórków (25kcal) i dwóch szklanek niskokalorycznego napoju - 13 kcal na 100 mililitrów. zielona i czerwona herbata to przecież nic. nie mogę, nie mogę.. a chciałabym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz