przeklinam cię, ciało..
jakże kruchy jest mój świat. kroczę drogą ku ciemności, choć jestem tak spragniona światła. ona odmawia przyjmowania posiłków, mechanicznie, nie widząc oczyma wyobraźni ludzi dotkniętych głodem, wyrzucam jedzenie. nie stać mnie na ani jedną łzę.
musiałam otrzeć się o śmierć, by rodzicielka wreszcie umówiła mnie na wizytę z psychologiem. ciocia s. mówi, że jestem dobra i empatyczna. że mam w sobie megatony siły.. i choć jej ufam, nie potrafię uwierzyć. widzę siebie jako egoistyczną, zimną sukę, która wlecze swój parszywy, wychudzony zad przez ulice opętując ruchem bioder mężczyzn, by potem posłać im zabójcze spojrzenie. widzę tą, która mija ostentacyjnie pijaną matkę, wyciąga jej papierosy i zaszywa się w swojej norze. wreszcie widzę tchórza, egocentryczkę niezdolną do prawdziwej przyjaźni..
terapia rodzinna ma być rozwiązaniem problemów z alkoholizmem matki, a co za tym idzie pokonania mojej anoreksji. jej łatwo jest się wyprzeć, zagubiona odmawia współpracy nalewając kolejną szklankę taniego łyskacza.
nie chcę drugi raz przechodzić przez to piekło, nie chcę w nim utkwić na wieki. lecz każda ze znanych dróg wiedzie w mrok.. otaczam się nim coraz ciaśniej, stąpam pośrodku korowodu kłamstw, błagając o neuroleptyki, bez których nie jestem w stanie żyć.
dieta na dziś: 30 deko kapusty kiszonej - 35 kcal, szklanka soku 150 kcal, łyżka szpinaku 5 kcal? cola light, mentolowe slimy, herbata.. ah, i sałata, cała godzina zbawiennej sałaty.
przepraszam cię, ciało...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz