ze mnie właściwie nie zostało już nic, pijacki śmiech wariata. było wszystko, nie ma nic. wieje zimny wiatr, otwórz oczy - nie istniejesz.
jestem winna wszystkiemu i przed wszystkimi winna, choć nikt nie widział mnie nagiej i nikt nie ma żadnych racjonalnych zarzutów, by wydawać swe sądy.. wszystko co mogę to walczyć, a na walkę brakuje wiary i sił. naprawdę jestem niewinna, to ona, zbierzcie ją i pozwólcie mi żyć... ta dzika satysfakcja, kiedy pod koniec dnia ana gładzi mnie po główce i syczy wprost do ucha, że to bardzo dobrze, że nic nie zjadłam, że wcale nie jest aż tak źle.
od teraz powinnam tylko przybierać na wadze. plateau, sigma, alfa, euforia. mam wysoki współczynnik ryzyka, czemu wciąż mnie dotykasz? dziś jest za późno, jutro też będzie, bo na końcu żadnego z tysiąca tuneli nie ma światła.
czuję własną niemoc, wszechogarniającą...
smutne smutne tak bardzo smutne i ciężkie jest to, co piszesz...najgorsze jest to, że siedząc po uszy w takim życiu nie widzi się za bardzo szansy, sposobu, powodu, żeby cokolwiek zmienić...
OdpowiedzUsuń