śnię wielką ucztę brutalnie przerwaną przez wytrząsający najmniejszą namiastkę chemicznego spokoju dwugodzinny ogień, wreszcie gaszę ostatni płomień trawiący me wnętrzności zbawiennym ciepłem herbaty i hektolitrami przesłodkiej wody. dziś chcę wreszcie coś zjeść, niech przestaną ścigać mnie psychiatrzy dźwigający wielką, przeklętą pigułkę peritolu.
wszystko co widzę jest urojeniem, fałszywą halucynacją rozkładającego się mózgu. z błękitu porannego nieba spadają na mnie bomby, przeraźliwe wycie syren sprawia, że na powrót zamieniam się w konający embrion, wpełzam z powrotem do łóżka i tak trwam cały dzień.
masz rację, cukierqu, marna ze mnie bohaterka. lecz wytrzymaj choć minutę pod moją skórą, wtedy razem trafimy na oddział zamknięty. chcę twej słodyczy, zdruzgotanej, choć nieprzemijającej niewinności, czystości spragnionej czystych pieszczot skóry.. nawet nie wiesz jak zazdroszczę ci azylu księżniczki, w którym każdej nocy kołysze cię do snu ciepło kociego futra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz